Kategorie
Okolicznościowo

Coś się kończy, coś się zaczyna, czyli podsumowanie roku 2021

Witajcie,
Skończył nam się kolejny rok, a co za tym idzie, przyszedł czas na tradycyjne już jego podsumowanie.
Kiedy myślę sobie o tym, co przez ostatnie 12 miesięcy mi wyszło, a co z różnych względów musiałem odłożyć na później, dochodzę do wniosku, że jednak 2021 był dla mnie łaskawszy, niż 2020.
Dzieląc się z Wami moim zeszłorocznym podsumowaniem, zacząłem od użalania się na wyjazdy, które się nie odbyły i podzieliłem się wynikającym z tego rozczarowaniem, pisząc, jak ważne są dla mnie takie wydarzenia.
Miniony już 2021 rok był pod tym względem znacznie bardziej pomyślny, mimo szalejącej pandemii, ale nie uprzedzajmy faktów.
Rzeczą, o której chciałbym nadmienić w pierwszej kolejności, ponieważ naturalnie posiada ona znaczenie przełomowe dla mojej dalszej kariery, jest obrona pracy magisterskiej.
Tak. Mimo zdalnego nauczania za pośrednictwem Teamsa, chwil zwątpienia wynikających z okresowej niesystematyczności w pisaniu, dopinania pewnych formalności za pięć dwunasta, co nie było łatwe ani dla mnie, ani dla mojego promotora, a wreszcie pojawiających się niekiedy wątpliwości dotyczących samego układu i treści magisterium, obroniłem się w pierwszym terminie, dokładnie 16 lipca.
Zwłaszcza na początku momentami nie docierało do mnie, że już to zrobiłem i uzyskałem tytuł, tym bardziej, że byłem jedyną osobą na roku, która zdecydowała się na pierwszy, lipcowy termin.
Cały drugi i ostatni rozdział powstawał w pewnym napięciu spowodowanym presją czasu, jednak finalnie odczułem silną satysfakcję, że nie musiałem bronić się we wrześniu.
Jak przypuszczam, na ostatniej prostej zmobilizowała mnie chęć spędzenia w spokoju zbliżających się wakacji i przeznaczenia ich na stuprocentowy wypoczynek, moja tendencja do perfekcji oraz poczucie zadaniowości, a w końcu wsparcie ze strony mojej rodziny i najbliższych przyjaciół i przyjaciółek.
Świadomość, że wierzą w moje możliwości, w to, że praca nie tylko zostanie napisana w terminie, ale również będzie bardzo dobra, pomagała mi we wspomnianych chwilach zwątpienia.
Dziękuję za to.
Skoro już powiedziałem o magisterce, mogę przejść płynnie do kolejnego mojego działania podjętego w ubiegłym roku.
Skoro wszak studia skończone, pojawia się naturalnie pytanie, co dalej?
Ci z Was, którzy znają mnie troszkę lepiej, na pewno pamiętają, że planowałem karierę akademicką, ale też, że zadecydowałem o niepodejmowaniu jej od razu. Najważniejszym powodem takiej decyzji jest chęć zdystansowania się na jakiś czas od uniwersytetu, ale bynajmniej nie od nauki.
Uznałem, iż dobrze pozwolić sobie na chwilę oddechu od struktur uczelnianych, popracować w innych miejscach, poznać nowe realia, ewentualnie na spokojnie przemyśleć projekt badawczy na doktorat, a dopiero potem zdecydować ostatecznie o swojej przyszłości, mając realne porównanie.
W związku z tym wszystkim, w październiku 2021 zapisałem się do projektu aktywizacji zawodowej osób z niepełnosprawnościami w gdyńskim oddziale centrum integracja.
Bardzo mi się ten projekt spodobał, ponieważ założeniem jego jest pomoc w znalezieniu przez osoby z niepełnosprawnościami zatrudnienia zgodnego z ich kompetencjami i preferencjami.
Zasygnalizowałem jasno, że do pracy nie idę z konieczności, ale z potrzeby samorozwoju, w związku z czym nie zadowolę się pierwszym lepszym stanowiskiem.
Chciałbym spróbować swoich sił w obszarach, w których już mam pewne doświadczenie, czyli w edukacji, albo w obszarze dostępności. Pewnie to drugie jest nawet na dłuższą metę z różnych względów bardziej realne. W każdym razie póki co moja pośredniczka pracy w projekcie robi rozeznanie, czy na przykład jakaś uczelnia nie potrzebuje koordynatora dostępności i nawet jedną taką uczelnię znalazła. To Uniwersytet SWPS w Sopocie, poszukujący koordynatora do spraw osób z niepełnosprawnościami.
Ponieważ wymagania zawarte w ogłoszeniu spełniam, aplikowałem na stronie z ofertą, a obecnie czekam na jakąś odpowiedź. Jedna z alternatyw to natomiast podjęcie stażu w mojej szkole podstawowej, co również z różnych przyczyn jest atrakcyjne.
Skoro już jesteśmy przy pracy nad dostępnością, warto dodać, że w tym temacie spotkało mnie jeszcze jedno wyróżnienie.
W zeszłym roku, przy Muzeum Emigracji W Gdyni powstał społeczny zespół do spraw dostępności.
Jednostka ta ma charakter doradczy i przez swoje sugestie posiada realny wpływ na to, jak muzeum udostępnia się dla osób ze szczególnymi potrzebami. W skład tej grupy wchodzą ludzie reprezentujący różne organizacje działające na rzecz dostępności, a także, co najistotniejsze, osoby z niepełnosprawnościami.
Osobiście cieszę się, że mogę wspierać muzeum swoimi radami w sposób bardziej, że tak to ujmę, stały. Do tej pory doradzałem tam tylko dorywczo, wtedy, kiedy wprowadzano jakiś nowy element i należało go przetestować.
Dodatkowo fakt, że znalazłem się wśród dwunastu osób tworzących zespół, stanowi dla mnie duże źródło satysfakcji, tym bardziej, że pozostali członkowie zespołu to z reguły ludzie o długoletnim doświadczeniu w działaniach dostępnościowych, nierzadko na ważnych stanowiskach.
No dobrze.
Odpocznijmy teraz trochę od rozważań nad moimi wolontariatami i przyszłą karierą zawodową, a za to powiedzmy coś o zeszłorocznych wyjazdach, czyli aktywnościach, które tygryski lubią najbardziej.
Tu nie można nie wspomnieć o poznaniu.
Pamiętacie, jak ponad rok temu, pisząc podsumowanie 2020, mówiłem Wam, że chciałbym się tam wybrać i jest mi przykro, bo pandemia pokrzyżowała te plany?
W minionym roku udało mi się je zrealizować nawet z nawiązką, bo Poznań odwiedziłem aż trzy razy.
Każdy z tych trzech pobytów był nieco inny, a wszystkie razem wspaniale się uzupełniły, pozwalając mi na zwiedzenie większości flagowych miejsc w tym mieście.
Na pierwszym wyjeździe byłem z moją przyjaciółką i był to cudowny czas. Te trzy dni zapamiętam przede wszystkim jako jedną z pierwszych okazji ku temu, aby poczuć, co to znaczy czysto rekreacyjny wyjazd z kimś, z kim ma się bardzo miłą relację, przyjemnie spędza się czas, a tematy do rozmów nigdy się nie kończą.
Czegoś takiego zawsze mi brakowało.
Dziękuję Ci za to, Janko, za włóczenie się po kawiarenkach, parkach i muzeach, za deskrypcje w muzeum instrumentów, uzupełnione Twoją wiedzą wyniesioną ze szkoły muzycznej i za wspólne odkrycie, dlaczego wszystkim nieszczęściom od czasu paleolitu winne są renifery. 😀
Drugi raz Poznań odwiedziłem, w ramach polsko-ukraińskiej wymiany młodzieżowej z fundacją Ari Ari. Razem z naszymi wschodnimi partnerami odwiedzaliśmy muzea takie jak: galeria Arsenał, Muzeum Narodowe, Muzeum Brama Poznania, aż wreszcie, choć to rzecz jasna nie muzeum, ogród zoologiczny. W każdym z tych miejsc zaliczyliśmy zwiedzanie z audiodeskrypcją, a także elementami umożliwiającymi wykorzystanie innych zmysłów, głównie dotyku.
Tam, gdzie tylko było to osiągalne, w tym ze względu na obostrzenia pandemiczne, dotykaliśmy makiet i innych pomocy dydaktycznych, bo o czym jeszcze nie powiedziałem, wymiana była skierowana konkretnie do osób z niepełnosprawnością wzroku.
W tym miejscu dziękuję za profesjonalne i wykonane z ogromną pasją audiodeskrypcje P. Remigiuszowi. Jeśli dobrze pójdzie, może nawet to przeczyta.
Trzeci raz w Poznaniu byłem również czysto towarzysko, ale tym razem z grupą zapoznaną właśnie podczas naszej polsko-ukraińskiej wymiany.
Tak dobrze się ze sobą poczuliśmy, że postanowiliśmy robić sobie regularne wyjazdy, nazwane, oczywiście całkowicie przypadkowo, miesięcznicami.
Każda miesięcznica ma według planu odbywać się w innym mieście i pierwsza wypadła właśnie na Poznań. Długo nie zapomnę naszych integracyjnych wieczorów, pokazu w muzeum rogala, czy wreszcie Niewidzialnej Ulicy, stanowiącej wariację warszawskiej Niewidzialnej Wystawy.
Może warto jeszcze wspomnieć, że nasza miesięcznicowa grupa poznała się na Ukrainie, przy okazji drugiej części wymiany opisywanej powyżej.
Być może na samą Ukrainę powinienem poświęcić osobny wpis, choć chyba jestem na to zbyt leniwy.
Tu napiszę, że pobyt tam był dla mnie okazją, do zetknięcia się z inną rzeczywistością, rzeczywistością socjalistyczną, której nie mam prawa pamiętać z Polski. Piętno socjalizmu widać chociażby w dostępności, która mimo pewnych przemian świadomościowych, wciąż zdecydowanie nie jest na takim poziomie, jak u nas. Bardzo wysokie krawężniki, niedostatecznie rozpowszechnione punkty uwagi, duże ilości schodów i wąskie przejścia będące zapewne poważną barierą dla osób na wózkach, są tam na porządku dziennym, choć mogę się wypowiadać jedynie o Kijowie i Charkowie.
Uderzyły mnie również kontrasty, jak na przykład brak połowy kranów w toalecie w budynku na tyle nowym, że zaistniały tam prowadnice.
Z drugiej strony muszę przyznać, że pewne rozwiązania przyjęte na Ukrainie wydają mi się lepsze, niż w Polsce. Ze względu na profil wymiany w Charkowie zwiedzaliśmy szkoły dla osób niewidomych i słabo-widzących i trzeba powiedzieć, że wyposażenie tych szkół w pomoce dydaktyczne, globusy dotykowe, wypukłe mapy, czy trójwymiarowe modele jest z pewnością nie gorsze, niż w naszych ośrodkach.
To, co wydawało mi się nawet lepiej pomyślane, to choćby uczenie niewidome dzieci informatyki. Gdy zobaczyłem, że na Ukrainie uczniowie uczą się na przykład programowania pozwalającego na składanie ruszających się robotów z klocków lego, stwierdziłem, że chciałbym, żeby u nas też takie praktyki były standardem.
Rzeczą, którą na pewno zapamiętam z wyjazdu na Ukrainę, jest ogromna gościnność. We wszystkich miejscach, które odwiedzaliśmy, byliśmy bardzo zaopiekowani, a atmosfera była ciepła i bezpośrednia. Przy zwiedzaniu miasta często towarzyszył nam przewodnik, jedna z odwiedzonych przez nas szkół udostępniła nam na czas pobytu busa, a uczniowie zarówno jednej, jak i drugiej szkoły przygotowali dla nas koncerty, które naprawdę poruszały kunsztem i bogactwem instrumentów.
Rok 2021 to również rok nowych znajomości, a to, jakże by inaczej, dzięki różnym projektom. W sierpniu, o czym jeszcze nie powiedziałem, byłem na dwóch wyjazdach, a właściwie szkoleniach, bo wyjazd był jeden. Zostały one zorganizowane przez Fundację Instytut Rozwoju Regionalnego. Pierwsze szkolenie było rzeczywiście szkoleniem i tyczyło się umiejętności miękkich, w tym konstruowania wystąpień publicznych i emisji głosu.
Drugie miało charakter bardziej sprawnościowy i opierało się na ćwiczeniach fizycznych.
Podczas obu tych szkoleń zetknąłem się z wieloma ludźmi reprezentującymi naprawdę różne postawy, od bardzo pomocnych, empatycznych i zmotywowanych, aby przy okazji wyjazdu zyskać jak najwięcej i podnieść kwalifikacje, po takich, których jedyną motywację stanowiła chęć zapewnienia sobie darmowego wiktu i opierunku. Patrząc na tą drugą grupę, naprawdę przestawałem się momentami dziwić, czemu w niektórych środowiskach osoby z niepełnosprawnościami są uważane za w cudzysłowie „pasożyty”, względnie za ludzi niezdolnych do samodzielnej egzystencji w najszerszym możliwym znaczeniu i ze wszystkimi tego konsekwencjami wizerunkowymi.
Zacząłem również jeszcze bardziej doceniać cudowną atmosferę równości panującą w mojej organizacji Centrum Współpracy Młodzieży. Niestety w odniesieniu do poszczególnych osób spotkanych podczas wyjazdów z innymi organizacjami, zauważyłem, że są one mocno przywiązane do podziału uczestników projektów na tak-zwanych asystentów i tych, którzy z asysty korzystają. I nie zrozumcie mnie tu źle. Jasne, że formalnie taki podział musi obowiązywać z uwagi na pewną ogólną organizację, ale kiedy podział ten zaczyna przenosić się bezpośrednio na relacje, kwestię wzajemności, ostentacyjnego wysługiwania się innymi i podkreślania, że, używam tego słowa nie przypadkowo, „ciężar opieki nad osobami o ograniczonej mobilności” spoczywa tylko na wybranych, jest to w mojej ocenie ze szkodą dla tych relacji, a także poczucia godności konkretnych jednostek.
Skoro powiedziałem już, jak moim zdaniem powinna wyglądać równa relacja, wydaje mi się to dobry pretekst, żeby wspomnieć o następnym ważnym elemencie mojej zeszłorocznej aktywności, czyli kolejnej edycji projektu Wolontariusz Osoby z Niepełnosprawnością. Jak każdego roku, tak i w minionym 2021, stał się on okazją do poznania nowych, inspirujących ludzi. Od paru miesięcy mam w tym projekcie formalnie nową wolontariuszkę, Karolinę. Mówię formalnie, ponieważ w praktyce naszej relacji nie powinno nazywać się wolontariatem.
Myślę, że bardzo miło spędza nam się czas. Mamy dużo wspólnych tematów, w tym literaturę fantastyczną oraz gry RPG, udało nam się wreszcie odwiedzić Toruń, do którego przymierzałem się już od dawna. Zwiedziliśmy Muzeum piernika, sztuki dalekiego wschodu, a na koniec naszej jednodniowej toruńskiej przygody trafiliśmy na spektakl w ruinach zamku krzyżackiego.
Dziękuję również za tą wycieczkę, także za tą dawkę śmiechu, której dostarczyło nam układanie alternatywnej fabuły filmu O jeden most za daleko. Wtajemniczeni wiedzą, w czym rzecz. 😀
Nie mogę też pominąć dwóch fantastycznych spotkań, urodzinowego i sylwestrowego, na które Karolina ostatnio mnie zaprosiła.
Była to okazja do dobrej zabawy, poznania kolejnych życzliwych osób i ponownego zapomnienia o swoich ograniczeniach, oczywiście w pozytywnym sensie.
Dziękuję.
I tak oto dobrnęliśmy do końca podsumowania.
Oczywiście jest jeszcze wiele rzeczy, których nie rozwinąłem ze względu na brak miejsca, a o których tylko wspominam. Są to na przykład nowe wyzwania związane z podjęciem działalności w nieformalnej grupie ekologicznej Zielone Ogniwo. Mam nadzieję, że działania z tą grupą przyczynią się do poszerzenia mojej perspektywy i kontaktów, co zresztą już ma miejsce, a można dodać, że jest to też grupa mocno stawiająca na dostępność i to, żeby każdy i każda czuł się w niej komfortowo.
Innym bardzo przyjemnym akcentem jest powstanie małej grupki Online, obejmującej oprócz mnie jeszcze cztery osoby poznane w CWM. Podczas spotkań rozmawiamy o wszystkim i o niczym, co jest bardzo miłe, a było jeszcze bardziej potrzebne, kiedy różne okołopandemiczne sytuacje uniemożliwiały nam bezpośredni kontakt.
Dziękuję nasza herbatkowa grupo. Jesteście cudownym źródłem inspiracji i energii, która zawsze wywołuje u mnie uśmiech.
Na zakończenie zastanawiam się, czego mógłbym Wam życzyć na cały rok 2022.
Wszystkim, którzy i które to przeczytają, życzę w pierwszej kolejności tego, aby ten rok spełnił Wasze oczekiwania, jakie by one nie były.
Uśmiechajcie się do siebie szczerze i bezinteresownie, wchodźcie w rzeczywisty dialog z tymi, którzy was otaczają, pamiętając, że jego niezbywalnym warunkiem jest brak uprzedzeń, o czym intelektualiści przypominają w różnej formie już od starożytności. Wchodźcie też w szczery dialog z samymi sobą, poszukując tego, co najpełniej was określa, bo tylko wtedy możemy być szczęśliwi i przekazywać to szczęście innym.
Na koniec życzę Wam, abyście na swojej drodze spotkali także takich otwartych ludzi, jakich mi udało się spotkać.
Dziękuję wszystkim, którzy byli blisko przez cały ostatni rok. Jesteście wspaniali.
Szczęśliwego Roku 2022!

4 odpowiedzi na “Coś się kończy, coś się zaczyna, czyli podsumowanie roku 2021”

O Harkowie, to ja z kolei słyszałam od niejakiej Magdaleny. 😉 To na pewno było bardzo intrygujące, pooglądać sobie funkcjonowanie tych ich ośrodków. Przynajmniej ona tak nam opowiedziała w PZN-ie, że wow. 🙂
Oo, a jak serio oceniłbyś dostępność poznańskich muzeów, w których byłeś, ale tak wiesz… Szerzej? Przyznam bez bicia, że czasem bym chętnie gdzieś ludzi pozabierała, ale jakby cholera wie, gdzie celować, bo do mnie zwykle przybywają sami niewidomcy i na widzących nie bardzo mogę liczyć w kwestii pomocy.
A co do muzeum instrumentów, to nie musisz się wysilać, to sprawa znana mi już odkąd sama miałam jakieś 5 lat i nas wyproszono, bo mimo napomnień dotykałam eksponatów. Jakieś 15 lat później sprawa przedstawiała się dokładnie tak samo, choć ofiarą padł poważny człowiek, nie dziecko, więc i dziś pewnie nie wygląda to dobrze. Zresztą, piszesz o audiodeskrypcji, więc pewnie naprawdę nic się nie zmieniło.

Akurat w muzeum instrumentów było naprawdędobrze i to pomimo, że przyszliśmy tam bez zapowiedzi, bo była to wycieczka prywatna.
Z początku rzeczywiście wydawali się sztywni, ale później coś ich ruszyło. Praktycznie cały czas ktoś z nami chodził, opowiadał, nawet dał dotknąć paru rzeczy.
Co do muzeów, które bym polecił, oprócz zoo, które jak sądzę jest dobrze przygotowane, zwłaszcza, jak wcześniej umówi się wizytę, duże wrażenie zrobiło na mnie muzeum brama Poznania. Podobały mi się elementy multimedialne, choć chyba przestawianie następnych nagrań w audioprzewodniku może być trudne, jeśli ktoś serio nic nie widzi. Z drugiej strony mają tam dużo różnych makiet, modeli i tak dalej, przynajmniej tak to wyglądało, jak my tam byliśmy.
Najmniej polecam narodowe, bo tam jednak przewaga obrazów i nawet prowadzący warsztaty mówił, że to trudna sprawa z perspektywy niewidomych.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

EltenLink